Autor: Tomasz Janczewski

Z zamiłowania kucharz - od dziecka. Gotowanie to dla mnie - pasja, zabawa, szukanie nowych smaków, kompozycje... uszczęśliwianie ludzkich podniebień. Gotowanie to po prostu większość i radość mojego życia :)

Ciasto kruche – słodkie / Shortcrust pastry – sweet

Idealne jako spód do ciast z owocami, serników czy mazurków. Doskonałe do wypieku ciasteczek.

Perfect for sweet cakes with fruits, cheesecake or cookies.

Składniki / Ingredients (600g ciasta / 600g of pastry):

  • 300 g mąki pszennej / 300 g of wheat flour
  • 100 g zimnego masła / 100g of cold butter
  • 100 g cukru pudru / 100 g of castor sugar
  • 2 żółtka / 2 egg yolks
  • 1 jajko / 1 whole egg
  • szczypta soli / pinch of salt

Przygotowanie:

  • Mąkę pszenną, sól i pokrojone w kosteczkę zimne masło łączymy siekając nożem lub malakserem (lepsze i szybsze rozwiązanie).
    Mix carefully flour, salt and diced cold butter with a knife or food processor (better and faster way).
  • Jajko i zółtka ubijamy z cukrem.
    Whisk egg and yolks with sugar.
  • Mieszankę mąki i masła łączymy z ubitymi jajkami i delikatnie mieszamy całość za pomocą łyżki do połączenia składników.
    Give a really god mix of our flour and butter mixture with whipped eggs using a spoon.
  • Ciasto wyrabiamy ręcznie przez kilka minut i odstawiamy w folii spożywczej do lodówki na przynajmniej 30 minut.
    Knead pastry by hands for a few minutes, use food wrap and let them rest in the fridge for 30 minutes at least.
  • Ciasto wałkujemy na około 5 mm grubości i pieczemy 15-20 minut w piekarniku rozgrzanym do 175 stopni.
    Roll pastry for 5 mm and bake in the oven for 15-20 minutes in 175 degrees.

Smacznego :)! Bon Appetit :)!

Chłodnik „Ciupciajka”

Wielkimi krokami zbliża się Wielkanoc – dlatego na moim blogu to czas trochę intensywniejszej pracy, żeby zaproponować Wam kilka propozycji na świąteczny stół. Będą przepisy typowe, które pewnie każdy zna, ale postaram się też czymś Was zaskoczyć. Zaczniemy od dania nietypowego… mianowicie chodzi o chłodnik (zwykle w Wielkanoc jest już ciepło :). Pomysł zaczerpnąłem ze swojego ulubionego programu kulinarnego emitowanego kilka ładnych lat temu. Najśmieszniejsze jest to, że nie było tam podanego przepisu – widziałem tylko mniej więcej co się w tym chłodniku znajdowało. Kucharz powiedział tylko jedno zdanie nt. tego chłodnika: „To jest Wielkanocny chłodnik, znany chyba tylko na południu Polski i powinien zawierać wszystkie „produkty” znajdujące się w Święconce” – myślę, że nie chodziło mu też o babę Wielkanocną :). W programie nie było to chyba  z przyczyn technicznych zrobione tak jak powinno w oryginale,a oprócz „święconki” było w tym chłodniku również trochę nowalijek. Uruchomiłem wyobraźnię, spróbowałem odtworzyć i przetworzyć „Ciupciajkę” – wyszło na prawdę dobrze. Nie wiem czy zgodne z oryginałem (ale nie mogłem się nigdzie dokopać do żadnych informacji o tym chłodniku), ale na pewno smacznie.

Składniki (1 duża porcja):

  • duży jogurt naturalny (370 g)
  • pęczek rzodkiewek
  • pęczek szczypiorku
  • 2 ugotowane na twardo jajka
  • 1/3 ogórka szklarniowego
  • 2 łyżeczki chrzanu
  • pół łyżeczki octu (opcjonalnie)
  • sól i pieprz
  • kromka chleba (na grzanki)
  • 1 – 2 plasterki szynki lub kawałek kiełbasy (na skwareczki)

Przygotowanie:

  • Do miski wlewamy jogurt naturalny. Dodajemy starte na grubych oczkach jajka i rzodkiewki oraz pokrojony w małą kosteczkę kawałek ogórka. Następnie dodajemy posiekany szczypiorek, dokładamy chrzan i ocet, na koniec wszystko  mieszamy. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem.
  • Wkładamy do lodówki na 1 – 2 godziny, żeby wszystkie smaki się połączyły. Z chleba robimy grzanki, a z szynki/kiełbasy skwareczki. Dodajemy na wierzch „Ciupciajki” kiedy są letnie.
  • Moja Wielkanocna wariacja nt. „Ciupciajki” gotowa. Spróbujcie sami, bo na prawdę warto – może mimo chłodnej aury ten mało znany chłodnik pojawi się na Waszym Wielkanocnym stole?

Smacznego ! 🙂
I czekajcie na kolejne Świąteczne przepisy !

Stek z rostbefu sauté (instrukcja smażenia steka wołowego z rostbefu)

Stek wołowy – na pewno ma większą liczbę zwolenników niż przeciwników. Ja osobiście uwielbiam tak przyrządzone mięso. Większość ludzi słysząc stek wołowy myśli o polędwicy. Oczywiście, z tej części mięsa przyrządza się najlepsze steki, ale wiąże się to z wysoką ceną i problemem z dostępnością tego mięsa. Zapominamy o tym, że rostbef jest również doskonałą alternatywą dla kawałka dobrej wołowiny – do tego o połowę tańszą. Dzisiejszy wpis nie ma być stricte pomysłem na zaserwowanie tego kawałka mięsa (a takie będą na pewno w przyszłości), ale na pewnych instrukcjach co do samego przyrządzania kawałka mięsa. Ale o tym za chwilę.

Składniki (1 porcja):

  • 200 – 250 gramowy stek z rostbefu o grubości 2 – 2,5 cm
  • oliwa z oliwek lub masło klarowane
  • sól i pieprz

Przygotowanie:

Doskonale pamiętam swój pierwszy stek wołowy w życiu. Zaczynając pracę w kuchni – w karczmie nad morzem od razu dostałem bardzo odpowiedzialne stanowisko, mianowicie odpowiadałem między innymi za przygotowywanie wszystkich dań mięsnych. Słysząc nazwę stek wołowy, ogarnęło mnie przerażenie. Dodam, że nie było tam osoby, która mogłaby mi przekazać stosowne instrukcje co do przygotowywania tego rodzaju mięsa. Miałem tylko 1 wyjście – strony internetowe, które nie zawsze były zgodne z tym co działo się na patelni i w środku mięsa. Na początku ze strachem przyjmowałem zamówienie brzmiące „stek wołowy”, później jednak metodą prób i błędów szło mi coraz lepiej. Ale dość historii o mnie…

Powód, dla jakiego chcę napisać o przygotowywaniu steków (dzisiaj z rostbefu) jest właściwie jeden. Nie mogłem znaleźć nigdzie w internecie konkretnego i sprawdzającego się opisu dotyczącego przygotowywania tego właśnie mięsa. W zaciszu domowej kuchni, postanowiłem przetestować na własnym podniebieniu i wreszcie rozwiać swoje wątpliwości.

Zanim przejdziemy do smażenia to chciałbym Wam krótko odpowiedzieć na kilka spornych pytań związanych z przyprawianiem i temperaturą mięsa przed smażeniem.

1.       Solić przed czy po smażeniu?

Otóż moja odpowiedź jest taka – nie solimy mięsa, które będzie leżało w marynacie. Solenie tuż przed smażeniem nie sprawia, że mięso będzie twarde. Dlatego solimy albo tuż przed albo już usmażone mięso.

2.       Temperatura steka przed smażeniem?

Są dwie szkoły, jedna mówi, żeby stek wyjąć z lodówki około godziny przed smażeniem (ma nabrać temperatury pokojowej). Druga szkoła mówi, żeby smażyć stek wyjęty prosto z lodówki. Według mnie wyjęte z lodówki na około godzinę przed smażeniem jest delikatniejsze i bardziej soczyste od tego wyjętego bezpośrednio przed smażeniem. Dodatkowo pomaga to przy przygotowywaniu steków bleu, rare czy medium rare ponieważ mięso jest już „cieplejsze”.

3.       Czy mięso po smażeniu ma odpoczywać na patelni czy w folii aluminiowej?

Jedno jest pewne – odpocząć musi na pewno, żeby nabrało właściwej struktury. Nie wyczułem wyraźnych różnic w smaku, ale ja osobiście jestem zwolennikiem pozostawienia steka na patelni. Wtedy nie narażamy mięsa na gwałtowną zmianę temperatury, tylko pozwalamy stopniowo jeszcze „dojść” sobie na patelni. Nie bójmy się – na pewno nie będzie zimny. Czas trwania? Po  4 – 5 minutach serwujemy do jedzenia.

Ja osobiście uwielbiam stek medium, czyli średnio wysmażony. Jest 6 stopni wysmażenia, ale ja napiszę Wam tylko trzy podstawowe. Otóż stek smażę na klarowanym maśle lub oliwie z oliwiek, najlepiej i najwłaściwiej jest to robić na patelni grillowej – bardzo dobrze rozgrzanej, ale nie dymiącej. Smażymy na średnim ogniu.

Czas na najważniejsze, czyli czas smażenia naszego steka. Nie on taki jednoznaczny i nie można go określić co do sekundy, bo zależy to od grubości (2 – 2,5 cm) czy też klasy mięsa. Przyjąłem więc przedziały czasowe, które powinny zaspokoić Wasze oczekiwania, podniebienia i nie były zalążkiem wściekłości: „dlaczego wyszedł mi prawie surowy?!”:

  • Rare (krwisty) – smażymy 2 – 2,5 minuty z każdej strony
  • Medium (średni) – smażymy 3 – 3,5 minuty z każdej strony
  • Well done (wysmażony) – smażymy 4 – 5 minut z każdej strony

Mam nadzieję, że mimo, iż nie był to żaden pomysł na gotowe danie to okaże się dla Was pomocny w dalszym gotowaniu. A na dodatki przyjdzie czas, kiedy już opanujecie technikę smażenia mięsa. Ja swój dzisiejszy stek (na zdjęciu) podałem z pieczoną marchewką, na którą przepis jest w poście niżej.

Dawajcie znać, jak sprawdzają się moje rady i …

Smacznego 🙂 !

Marchewka pieczona z czerwoną cebulą i ziołami

Coś świetnego na przekąskę lub dodatek do dania. Smak naprawdę rewelacyjny i nie wymagający „wielkich przygotowań”. Wspaniały pomysł na zamiennik zwykle gotowanej marchewki.

Składniki (1 porcja):

  • 4 średnie marchewki
  • 1 czerwona cebula
  • łyżka posiekanego tymianku
  • łyżka posiekanego rozmarynu
  • szczypta cukru
  • sól i pieprz
  • oliwa z oliwek

Przygotowanie:

  • Jak już pisałem przygotowanie jest banalnie proste, za to smak – wyśmienity.
  • Marchewki obieramy, kroimy na ćwiartki, płuczemy pod zimną wodą i suszymy.
  • Marchewki wkładamy do, np. naczynia żaroodpornego lub na blachę. Oprószamy solą, pieprzem i cukrem. Rozkładamy posiekaną w piórka cebulę, a następnie posypujemy świeżo posiekanymi ziołami – jeśli ich nie mamy, użyjmy po prostu suszonych.
  • Całość skrapiamy obficie oliwą z oliwek i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Po około 30 minutach pieczenia nasze marchewki są lekko chrupiące, jeśli ktoś preferuje miękkie to zostawiamy je w piekarniku na kolejne 10 – 15 minut.
  • Smaczne, proste i gotowe.

Smacznego 🙂 !

Kurczak teriyaki

Trochę kuchni orientalnej na dzisiejszym talerzu. Sos teryaki – słony, słodki i lekko wytrawny, dający fajną glazurkę na mięsie. Całkiem ciekawy smak w połączeniu z innymi dodatkami – na prawdę warto spróbować.

Składniki (1 porcja):

  • 200 g polędwiczek kurczaka
  • 50 ml sosu teriyaki (na ten moment sklepowe, a nie własnej roboty – postaram się to zmienić:) )
  • 75 ml miodu
  • 50 ml czerwonego, wytrawnego wina
  • 1 czerwona cebula
  • 1 cm świeżego imbiru
  • pieprz
  • oliwa z oliwek

Przygotowanie:

  • Na oliwie z oliwek smażymy 3 -4 minuty posiekaną w piórka cebulę, posiekany drobno imbir i przekrojone na pół polędwiczki kurczaka przyprawione pieprzem. Całość podlewamy sosem teriyaki.
  • Teraz tworzą się lekkie schody i dobieranie smaków w naszym gotowaniu. Generalnie rzecz biorąc ten sos jest połączeniem sosu sojowego, słodkiego sake i miodu lub cukru. Chociaż nigdy nie jadłem oryginalnego i sam nie robiłem swojego ze względu na cenę sake to wydaje mi się, że smak jego powinien być bardziej wyważony. Sos teriyaki, który kupiłem (znana firma na literę „K”) był bardzo słony, stąd w przepisie dodatek miodu i czerwonego wina, żeby dobrze skomponować smak. Jeśli jednak znajdziecie sos (ja następnym razem oczywiście również wypróbuję inny), który będzie wyważony w smaku to polecam nie dodawanie niczego więcej. Ale pamiętajcie wzbudzam Waszą czujność kubków smakowych 🙂 ! Jeśli jednak mamy  sos firmy na „K” dodajemy również miód, wino.
  • Czekamy aż całość się zredukuje i stworzy ładną glazurę na mięsie. Gotowe do podania.

Smacznego 🙂 !

Zupa kastylijska z chipsami serrano

Często mówię, że urok dań jest nierzadko związany z ich prostotą. Dzisiaj kolejny przykład na to, że z praktycznie dwóch składników – w zasadzie niepozornych, można stworzyć na prawdę coś pysznego. Na talerzu dzisiaj zupa hiszpańskich wieśniaków wzbogacona o chipsy z hiszpańskiej szynki serrano. Przygotujcie w domu i sami przekonajcie się, jak można zrobić „coś” z „niczego”.

Składniki (1 porcja):

  • 3 ząbki czosnku
  • łyżka ostrej papryki mielonej
  • pół łyżki słodkiej papryki mielonej
  • 500 ml bulionu
  • jajko
  • oliwa z oliwek
  • sól
  • 2 plasterki szynki serrano

Przygotowanie:

  • W garnku podsmażamy na oliwie z oliwek pokrojony w plasterki czosnek i mieloną paprykę. Papryka musi się nam trochę przypalić, żeby bardziej uwolniła swój aromat. Nie możemy jednak przesadzić, bo będzie gorzka.
  • Podlewamy to bulionem i gotujemy na dużym ogniu 10 – 15 minut, do momentu kiedy płyn zredukuje się mniej więcej o 1/3.
  • Wbijamy jajko i gotujemy, aż białko się zetnie (żółtko powinno być płynne). Oczywiscie ciężko będzie osiągnąć idealnie ugotowane jajko, także nie przejmujmy się jeśli kawałki ściętego białka będą pływać w zupie.
  • Doprawiamy solą do smaku – zupa gotowa.
  • Plasterki szynki przekrajam na pół i smażę na oliwie po około minucie z każdej strony – tak, żeby uzyskać chrupiące chipsy z szynki.
  • Podajemy na talerzu i delektujemy się smakiem tej prostej, ale przepysznej zupy.

Smacznego ! 🙂

Diabelski naleśnik

Jako, że jestem bardziej smakoszem zdecydowanych smaków i mimo, że lubię naleśniki z dżemami, konfiturami i w ogóle na słodko, to jednak bardziej preferuję je z dodatkami bardziej wytrawnymi. Przepis poznałem nad morzem, kiedy pracowałem w karczmie. Od razu przypadły mi do gustu ponieważ lubię jeść „na ostro”, a po mojej lekkiej modyfikacji jest to przepis, w którym na prawdę można się zakochać.

Składniki (2 – 3 porcje):

Farsz:

  • 4 ząbki czosnku
  • 2 cebule
  • czerwona papryka
  • 3 papryczki chili (można zastąpić sosem chili)
  • 150 g pieczarek
  • 200 g piersi kurczaka
  • 80 g koncentratu pomidorowego
  • 100 ml bulionu/wody
  • sól i pieprz
  • oliwa z oliwek

Naleśniki (ok. 10 sztuk):

  • 20 dag mąki
  • 2 jajka
  • 200 ml mleka
  • 200 ml wody mineralnej gazowanej
  • łyżka oliwy z oliwek lub topionego masła
  • łyżeczka cukru
  • szczypta soli
  • olej do smażenia

Przygotowanie:

Farsz:

  • Posiekany czosnek i cebulę pokrojoną w piórka podsmażamy na oliwie. Dodajemy pokrojoną w paski paprykę, posiekaną chili i przesmażamy razem ok. 5 minut. Dodajemy pokrojone pieczarki, przesmażamy kilka minut i dodajemy osobno przesmażonego kurczaka pokrojonego w kostkę.
  • Dodajemy koncentrat pomidorowy, podlewamy bulionem , mieszamy całość i gotujemy na większym ogniu 10 – 15 minut do momentu, aż farsz się nam zagęści.
  • Przyprawiamy do smaku solą i niedużą ilością pieprzu ponieważ 3 papryczki chili dają już dość dużą ostrość.
  • Farsz nakładamy na środek naleśnika i składamy w kopertę.
  • Tak przygotowanego naleśnika możemy posypać startym serem i zapiekamy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni aż do momentu, kiedy ser się roztopi. Dodałem również sos chili „tajskie dziedzictwo”. Niebo, a właściwie… piekło w gębie. Polecam gorąco.

Naleśniki:

  • Najpierw mieszamy składniki „płynne” : mleko, wodę, oliwę/masło i jajka.
  • Dodajemy cukier i sól. Teraz przyszedł czas na mąkę. Dosypujemy ją stopniowo i energicznie mieszamy miotełką lub miksujemy mikserem tak, żeby nie powstawały nam grudki. Jest też drugi powód – otóż musimy kontrolować gęstość ciasta. Przepis jest dość dobrze wyważony jeśli chodzi o składniki, ale wiadomo, że zawsze trzeba brać poprawkę na chociażby wielkość jajek, czy lekkie „niedomierzenie” lub „nadmierzenie” mleka albo wody. Ciasto powinno być konsystencji lejącej się, tzn. ani zbyt rozcieńczone, ani zbyt gęste. Takie, żeby swobodnie rozprowadzało się na patelni. Zawsze jest problem z dokładnym określeniem jakie ma ono być bo mówi się „no po prostu konsystencji ciasta naleśnikowego”. W każdym razie po kilku próbach na pewno każdy dojdzie do wprawy.
  • Ciasto gotowe – przechodzimy do smażenia. Ja leję trochę oleju na rozgrzaną patelnię i rozprowadzam go papierowym ręcznikiem na całej powierzchni. Wlewam ciasto na środek patelni i delikatnymi, aczkolwiek dosyć szybkimi ruchami patelni rozprowadzam je tak, żeby ciasto „zajęło” całość. Smażymy na średnim ogniu ok. 2 – 3 minut z każdej strony, aż naleśniki zaczną się rumienić. Przed każdym naleśnikiem rozprowadzam olej po patelni tak jak opisałem to wyżej.

Smacznego ! 🙂

Ciasto naleśnikowe

Jemy je różne. Dzieci uwielbiają naleśniki z dżemem, ja osobiście lubię z bardziej wytrawnymi dodatkami. To jest przepis na ciasto podstawowe, które doskonale nadaje się i do słodkości i do bardziej zdecydowanych smaków. Oczywiście można balansować ilością soli, cukru czy też dodawać do ciasta inne przyprawy, np. zioła itp. Wszystko zależy od naszej inwencji. Do dzieła.

Składniki (ok. 10 sztuk):

  • 20 dag mąki
  • 2 jajka
  • 200 ml mleka
  • 200 ml wody mineralnej gazowanej
  • łyżka oliwy z oliwek lub roztopionego masła
  • łyżeczka cukru
  • szczypta soli
  • olej do smażenia

Przygotowanie:

  • Najpierw mieszamy składniki „płynne” : mleko, wodę, oliwę/masło i jajka.
  • Dodajemy cukier i sól. Teraz przyszedł czas na mąkę. Dosypujemy ją stopniowo i energicznie mieszamy miotełką lub miksujemy mikserem tak, żeby nie powstawały nam grudki. Jest też drugi powód – otóż musimy kontrolować gęstość ciasta. Przepis jest dość dobrze wyważony jeśli chodzi o składniki, ale wiadomo, że zawsze trzeba brać poprawkę na chociażby wielkość jajek, czy lekkie „niedomierzenie” lub „nadmierzenie” mleka albo wody. Ciasto powinno być konsystencji lejącej się, tzn. ani zbyt rozcieńczone, ani zbyt gęste. Takie, żeby swobodnie rozprowadzało się na patelni. Zawsze jest problem z dokładnym określeniem jakie ma ono być bo mówi się „no po prostu konsystencji ciasta naleśnikowego”. W każdym razie po kilku próbach na pewno każdy dojdzie do wprawy.
  • Ciasto gotowe – przechodzimy do smażenia. Ja leję trochę oleju na rozgrzaną patelnię i rozprowadzam go papierowym ręcznikiem na całej powierzchni. Wlewam ciasto na środek patelni i delikatnymi, aczkolwiek dosyć szybkimi ruchami patelni rozprowadzam je tak, żeby ciasto „zajęło” całość. Smażymy na średnim ogniu ok. 2 – 3 minut z każdej strony, aż naleśniki zaczną się rumienić. Przed każdym naleśnikiem rozprowadzam olej po patelni tak jak opisałem to wyżej.

Sałatka z kaczką i grillowaną gruszką

Niedawno obiecałem kolejne danie z kaczką i nową propozycję samego przygotowania tego mięsa. Postanowiłem przyrządzić niezwykle smaczną i wykwintną sałatkę. Główne składniki jakże polskie : kaczka i gruszka. Kompozycja zniewalająca a smak… sami się przekonajcie.

Składniki (1 porcja):

Sałatka:

  • ok. 20 g rucoli
  • pierś kaczki (200 g)
  • pół gruszki
  • 6 pomidorków koktajlowych
  • sól i pieprz

Sos żurawinowo – pieprzowy:

  • 2 łyżki suszonej żurawiny
  • łyżka brązowego cukru
  • 100 ml czerwonego, wytrawnego wina
  • łyżeczka kolorowego pieprzu
  • kilka gałązek tymianku

Przygotowanie:

Sałatka:

  • Oczywiście zaczynamy od przygotowania kaczki. W związku z tym, że będzie to sałatka z sosem o bardzo wyraźnym smaku kaczkę wystarczy przyprawić solą i pieprzem. Nadszedł czas, żeby podzielić się z Wami drugą propozycją przygotowania piersi kaczki. Efekt równie imponujący – kaczka lekko różowa w środku, soczysta i niesamowicie delikatna. Na patelni (najlepiej grillowej) smażymy kaczkę bez tłuszczu najpierw 6 minut od strony skóry, potem 3 minuty z drugiej strony, następnie wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na około 5 minut – trzeba to dobrze wyczuć ponieważ wszystko zależy od piekarnika, ale generalnie czas waha się w granicach 4 – 6 minut.
  • W czasie przygotowywania kaczki możemy spokojnie przygotować całą resztę. Rucolę wykładamy na talerz. Gruszkę kroimy wzdłuż na plasterki, grillujemy na patelni grillowej po 2 – 3 minuty z każdej strony i układamy na sałacie. Pomidorki kroimy na pół i układamy na sałatce. Przygotowaną (oczywiście jeszcze gorącą) kaczkę kroimy w plasterki i również dodajemy do sałatki.
  • Całość polewamy sosem żurawinowo – pieprzowym. Po prostu niebo w gębie.

Sos żurawinowo – pieprzowy:

  • Żurawinę karmelizujemy lekko na cukrze i podlewamy winem. Dodajemy rozgniecione ziarenka kolorowego pieprzu i gotujemy aż alkohol odparuje. Na koniec dodajemy kilka posiekanych gałązek świeżego tymianku.

Smacznego 🙂 !

Sos żurawinowo – pieprzowy

Niezwykle komponujący się z mięsem kaczki, dziczyzną czy dobrze doprawionymi pieczeniami. Cierpkość wina, słodycz żurawiny złamana smakiem pieprzu i podkreślona aromatem świeżego tymianku.

Składniki:

  • 2 łyżki suszonej żurawiny
  • łyżka brązowego cukru
  • 100 ml czerwonego, wytrawnego wina
  • łyżeczka kolorowego pieprzu
  • kilka gałązek tymianku

Przygotowanie:

  • Żurawinę karmelizujemy lekko na cukrze i podlewamy winem.
  • Dodajemy rozgniecione ziarenka kolorowego pieprzu i gotujemy aż alkohol odparuje.
  • Na koniec dodajemy kilka posiekanych gałązek świeżego tymianku.