Ciasta,desery – typowe i nietypowe… / Cakes, desserts – typical and untypical

Banany w czekoladzie

W dzień zakochanych na warsztat kuchenny wchodzą afrodyzjaki. To, że czekolada i chili bardzo dobrze działają na zmysły wie każdy, ale to, że afrodyzjakiem jest też banan zupełnie mnie zaskoczyło. Jest to przepis niezbyt wymagający, czyli dla tych, którzy chcieliby przyrządzić dla swojej drugiej połówki coś zaskakującego, ale i prostego… Wiadomo, czekolada, endorfiny, dobry humor. Jeden z najlepszych sposobów na sprawienie radości swojej drugiej połówce. Przepis prosty, niebiańsko smaczny i gwarantujący miłą atmosferę we dwoje.

Składniki (oczywiście 2 porcje):

  • 2 banany
  • 100 g gorzkiej czekolady
  • łyżeczka chili w proszku
  • 225 ml śmietany kremówki 30 % ( 200 ml do ubicia, 25 ml do czekolady)
  • 25 g masła
  • łyżka cukru pudru
  • wiórki kokosowe (opcjonalnie)

Przygotowanie:

  • Czekoladę, masło, śmietankę i chili rozpuszczamy na kąpieli wodnej dokładnie mieszając  – ważne jest, żeby nie przesadzić z podgrzaniem, bo wtedy polewa czekoladowa nam się „zetnie”.
  • Banany przekrajamy wzdłuż, kładziemy na folii aluminiowej wewnętrzną częścią, a część zewnętrzną smarujemy polewą czekoladową i obsypujemy wiórkami kokosowymi.Całość wkładamy do zamrażarki na ok. 15 minut.
  • Śmietankę ubijamy z łyżką cukru pudru.
  • Banany w czekoladzie kroimy w półplasterki o grubości 1 cm i układamy warstwowo z ubitą śmietaną. Najlepiej schłodzić deser w lodówce jeszcze przez 10 – 15 minut.
  • Dekorujemy świeżą miętą i płatkami z polewy czekoladowej, która nam została (można z niej formować naprawdę bajeczne wzorki).

Życzę iście walentynkowych przeżyć, namiętnych chwil i nieskończonej miłości 🙂 !
Pamiętajcie, że to nie jest jedyny dzień do okazywania uczuć, a gotowanie jest jedną z najlepszych ku temu okazji 🙂

Faworki, chruściki…

To dzisiaj jest ten dzień, ostatni po tłustym czwartku, kiedy możemy sobie jeszcze pozwolić na przedświąteczne ucztowanie. Chociaż faworki zawsze kojarzyć mi się będą z moimi urodzinami, które niestety są już w czasie postu i było to takie małe urodzinowe „grzeszenie” to wiem, że zgodnie z tradycją to dzisiaj powinno się je smażyć. Jak zwykle w oparciu o kilka książek, przepisów i rad stworzyłem swój własny przepis na moje pierwsze samodzielne faworki. Wypróbujcie, zajadajcie się i dzielcie się swoimi spostrzeżeniami.

Składniki (ok. 30 faworków):

  • 200 g mąki pszennej
  • 4 żółtka
  • 2 łyżki kwaśnej śmietany 18%
  • 20 g masła
  • 1 łyżka cukru pudru
  • szczypta soli
  • łyżka spirytusu
  • smalec do smażenia

Przygotowanie:

  • Makę mieszamy ze śmietaną, dodajemy resztę składników i dokładnie mieszamy.
  • Ciasto wyrabiamy 10 – 15 minut na jednolitą masę i dobrze wybijamy je wałkiem 5 – 10 minut, żeby się „napowietrzyło”. Konsystencja ciasta na faworki powinna przypominać tą na makaron.
  • Zawijamy je w folię spożywczą i wkładamy do lodówki na około 30 minut, aby odpoczęło.
  • Ciasto wałkujemy partiami na grubość około 2 mm, starając się jak najmniej podsypywać je mąką. Kroimy radełkiem lub nożem na paski 3 cm x 15 cm, a w środku wzdłuż na 5 – 6 cm. Oczywiście można je robić mniejsze, większe na jakie mamy ochotę. Przewijamy jeden koniec przez wykrojony w środku otworek i tak przygotowane faworki smażymy na rozgrzanym smalcu.
  • Warto najpierw zrobić próbę temperatury, wrzucając kawałeczek ciasta – jeżeli zaraz podpłynie i szybko się zrumieni, to śmiało możemy zacząć smażenie naszych faworków. Smażymy z dwóch stron, na złoty kolor i odsączamy, np. na ręczniku papierowym.
  • Podajemy posypane cukrem pudrem, czekoladą lub czymś innym na co podpowiada nam wyobraźnia i ochota.

Wybornie smacznych ostatków ! 🙂

Domowe pączki

W związku z tym, że dzisiaj jeden z najfajowszych dni w ciągu roku, kiedy możemy się objadać pączkami do woli postanowiłem je przygotować. Kiedyś na pewno mówiłem, że cukiernik ze mnie słaby i wolę bawić się w konkretne gotowanie, ale to nie znaczy, że nie będę próbował też zabawy ze słodkościami. Spróbowałem, jak zwykle włożyłem w przygotowania serce i… wyszły 🙂 Może nie tak piękne jak sklepowe, może nie udało mi się zrobić ich z białą obrączką, ale udało mi się zrobić pyszne pączki 🙂 Najważniejsze, że jest smak 🙂 Reszte można dopracować wraz z kolejnymi próbami, których na pewno będę się podejmował w przyszłość i oczywiście się tym pochwalę.

Składniki (ok. 12 pączków):

  • 0,5 kg mąki pszennej (najlepiej tortowej)
  • 100 g cukru
  • 125 g masła
  • 250 ml mleka
  • 6 żółtek
  • 50 g drożdży
  • cukier waniliowy
  • łyżka spirytusu
  • otarta skórka z 1 cytryny
  • szczypta soli
  • smalec do smażenia (ok. 3 kostek)
  • ulubione nadzienie (ja oczywiście użyłem konfitury z róży – najlepsze pączki)

Przygotowanie:

  • Drożdże zasypujemy łyżką cukru, rozcieramy i odstawiamy w ciepłe miejsce aż „ruszą”.
  • Z żółtek, cukru i cukru waniliowego robimy kogel mogel, potem dodajemy przesianą mąkę.
  • Podgrzewamy mleko (powinno być ciepłe – ok. 40 stopni, ale nie gorące, bo „zatrzyma” nam drożdże), część wlewamy do drożdży i mieszamy. Dodajemy drożdżową „miksture” do miski z mąką i żółtkami, i wyrabiamy ciasto dodając stopniowo resztę mleka, skókę z cytryny i spirytus. Kiedy ciasto odchodzi od miski wlewamy roztopione, jeszcze ciepłe (ale nie gorące) masło i ponownie wyrabiamy (powinno być luźne).
  • Wyrobione przykrywamy czystą ściereczką, odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia – aż podwoi swoją objętość.
  • Na stolnicy podsypanej mąką, rozwałkowujemy ciasto na grubość ok. 1,5 cm i ycinamy ausztycherem\szklanką krążki. Każdy krążek lekko rozpłaszczamy dłonią, nakładamy nadzienie i przykrywamy drugim krążkiem. Dokładnie ściskamy brzegi, żeby dobrze się zlepiły i pączki nie rozpadły się w trakcie smażenia. Wycinamy jeszcze raz pączki ausztycherem\szklanką, żeby miały ładny kształt i odkładamy przykryte ściereczką do ponownego wyrośnięcia.
  • Czas na smażenie. Najlepiej robić to w jakimś płaskim rondlu. Rozgrzewamy smalec – kiedy kawałek wrzuconego ciasta wypływa i rumieni się, ale nie pali tzn. że tłuszcz ma odpowiednią temperaturę. Jest to bardzo ważne, bo w innym przypadku pączki spalą się nam na zewnątrz a w środku będą surowe. Smażymy po kilka pączków z jednej strony pod przykryciem, z drugiej strony już bez. Czym przewracać pączki? Najlepiej patyczkiem czy widelcem. Ważna uwaga – nie dodawajmy zimnego tłuszczu, gdy w garnku znajdują się pączki ! Smażymy w zależności od upodobań – ja wolę ciemnobrązowe, ale można też je smażyć na jasno. Wszystko zależy od Was.
  • Gotowe pączki wyjmujemy na ręcznik papierowy i pozostawiamy do ostygnięcia. Polewamy lukrem, posypujemy cukrem pudrem – jak najbardziej lubimy. Ja uważam, że najlepsze są z cukrem pudrem – bo nie lubię przesładzać.

Mam nadzieję, że wypróbujecie dziś ten przepis, kto nie chciałby zjeść własnych, domowych pączków w tłusty czwartek? Nawet jak nie do końca wyjdą Wam za pierwszym razem, to nie zrażajcie się – to wcale nie jest takie proste. Najważniejsze to dochodzić do perfekcji.

Smacznego objadania ! 🙂

Daktyle faszerowane migdałami

Deser obłędny,niebo dla podniebienia, cudowne połączenie. Mówić i pisać można o tych słodkościach bardzo dużo, ale najlepiej zrobić i przekonać się samemu – szczególnie, że jest to bardzo proste. Deser rodem z Maroka – daktyle faszerowane podawane z krowim mlekiem, które niezwykle komponuje i dopełnia bukiet smaków. Polecam gorąco, jednocześnie zajadając się tymi pysznościami podczas pisania.

Składniki (6 sztuk) :

  • 10 sztuk daktyli
  • 5 kopiastych łyżek płatków migdałowych
  • 2 łyżki miodu
  • skórka ze świeżej pomarańczy
  • krowie mleko (do popijania)

Przygotowanie:

  • Deser banalnie prosty, ale jakże niepowtarzalny w smaku. Wszystkie daktyle nacinamy wzdłuż i wyjmujemy pestki. Pomarańczę dokładnie myjemy.
  • Teraz czas na zrobienie farszu. Do pojemnika wkładamy 4 daktyle bez pestek (pozostałe 6 będziemy faszerować), płatki migdałowe, miód i skórkę z pomarańczy. Całość blendujemy w specjalnym pojemniku do rozdrabniania, ale myślę, że równie dobrze można to mielić w maszynce (z tym, że miód i skórkę pomarańczową dodajmy wtedy do zmielonych już daktyli i migdałów).
  • Nasz farsz wkładamy w rozcięte i odpestkowane daktyle, podajemy ze schłodzonym mlekiem. To już wszystko, ale uwierzcie, że podniebienie będzie się cieszyć jeszcze długo po zjedzeniu.

Smacznego 🙂 !

Pieczone jabłko z rodzynkami i migdałami

Dziś deser popularny, ale jakże smaczny i pachnący jesienią. Soczyste jabłko z dodatkami na ciepło. Nie mamy chyba wątpliwości, że warto się skusić. Szczególnie, że to – nie jest do końca tylko słodkie.

Składniki (1 porcja):

  • 1 jabłko
  • ok. 2 łyżek rodzynek
  • ok. 4 łyżek płatków migdałowych
  • łyżeczka miodu
  • łyżeczka masła
  • 1/4 łyżeczki papryki chili w proszku
  • sok z cytryny

Przygotowanie:

  • Jabłko dokładnie myjemy, odcinamy wierzch i wydrążamy z nasion. Skrapiamy wnętrze jabłka sokiem z cytryny.
  • Przygotowujemy nadzienie – łączymy i mieszamy wszystkie pozostałe składniki: rodzynki (jeśli ktoś lubi można wcześniej nasączyć je w alkoholu), płatki migdałowe, miód, masło i papryka chili. Przygotowanym nadzieniem napełniamy jabłko i przykrywamy odciętym wierzchem.
  • Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 20 – 30 minut (w zależności od wielkości jabłka). Pilnujmy, żeby jabłko nie pękło.
  • Proste prawda? Jabłko podałem z crunchem karmelowo – orzechowym i syropem miętowym.

Smacznego 🙂 !

Crunch karmelowo – orzechowy

Szybki i prosty do wykonania przysmak, kiedy mamy ochotę na coś słodkiego i chrupiącego. Karmel w połączeniu z włoskimi orzechami.

Składniki:

  • cukier
  • woda
  • orzechy włoskie
  • sok z cytryny

Przygotowanie:

  • Cukier rozpuścić w wodzie (można w zimnej albo już na rozgrzanej patelni) w proporcjach mniej więcej 1:1 (jeśli już to więcej cukru). Całość gotujemy kilka minut tak, aby woda wyparowywała. W pewnym stadium otrzymujemy syrop, który też możemy wykorzystywać. My jednak potrzebujemy karmel dlatego redukujemy aż osiągniemy dość gęstą, ale jeszcze przeźroczystą konsystencję. W tym momencie dodajemy orzechy włoskie (posiekane lub w całości) i kilka kropel soku z cytryny dla podbicia smaku. Zwiększamy ogień i gotujemy całość kilka minut do czasu aż płyn się skarmelizuje do koloru brązowego (uwaga, żeby nie przesadzić i nie spalić).
  • Teraz dość szybko wylewamy wszystko na papier do pieczenia lub gastronomiczną matę silikonową (na której łatwo można formować kształty). Jeżeli chcemy wycinać jakieś wzory, paski itp. to to jest ten moment ponieważ kiedy karmel zastygnie będzie nam ciężko. Pozostawiamy do zastygnięcia na kilka minut (można włożyć do lodówki dla przyspieszenia procesu).
  • Mamy już doskonałą słodką przekąskę lub dodatek do deserów.

Smacznego 🙂 !

Zabaglione – polskie „Zabajone”

Każdy w dzieciństwie jadł kogel-mogel prawda? Tęsknicie za tymi czasami? Mam dla Was niespodzianke 🙂 Można spokojnie wrócić to „grzeszków” młodości i to z dodatkiem alkoholu 🙂 Kolejny włoski sprawdzony i prosty pomysł na coś pysznego. Pokażę teraz jak zrobić zabaglione w wersji klasycznej, żeby mieć podstawę do późniejszych pomysłów.

Składniki (1 porcja):

  • 3 żółtka jaj
  • 60 g cukru
  • 100 ml białego wina (oryginalnie słodkiej Marsali lub sherry)
  • kawałek laski wanilii dla aromatu wg uznania

Przygotowanie:

  • Na początku jeśli nie mamy pewności co do jaj, które kupiliśmy lepiej je sparzyć we wrzątku (tak, żeby ustrzec się przed Salmonellą, ponieważ temperatura kąpieli wodnej będzie zbyt niska, żeby mieć pewność co do zwalczenia ewentualnych bakterii).
  • Przygotowujemy kąpiel wodną – musimy zagotować wodę w garnku, żeby parowała potem zmniejszamy temperaturą na bardzo niską i na garnku stawiamy miseczkę (lub też drugi garnek). Najważniejsze, żeby miseczka od spodu nie dotykała wody.
  • W miseczce roztrzepujemy żółtka z cukrem około 5 minut aż powstanie jednolita puszysta masa (osobiście wolę robić to miotełką niż mikserem).
  • Następnie powoli dodajemy wino cały czas energicznie mieszając. Trwa to około 10 minut aż wlejemy całość wina i wszystko znowu nabierze odpowiedniej struktury – „lejącego się kremu”.
  • Gotowe 🙂 Podawać na ciepło lub na zimno. Można z owocami lub ciasteczkami, według uznania.

Życzę smacznego 🙂

Grillowany ananas w cukrze i cynamonie

Może to niezdrowo serwować z rana takie łakocie, ale właściwie to już za kilka godzin obiad – a po obiadku należy się coś słodkiego 🙂 Zdrowy ananas ze zdrowym i aromatycznym cynamonem a cukier, hmm… no bez przesady:P

Składniki (2 porcje):

  •  świeży ananas (ewentualnie z puszki)
  • 4 łyżki brązowego cukru
  • 2 łyżki mielonego cynamonu

Przygotowanie:

  • Ananasa obieramy, wykrajamy twardą część ze środka i kroimy go na kawałki wzdłuż (jak na zdjęciu) lub w plastry.
  • Cukier mieszamy z cynamonem i obtaczamy w tak przygotowanej przyprawie nasze kawalki ananasa. Dobrze jest odstawić go na 15 – 30 minut do lodówki.
  • Grillujemy około 3-4 minut z każdej strony – uwaga, żeby nie spalić cukru. Podajemy z bitą śmietaną, lodami lub po prostu bez żadnych dodatków.

Smacznego 🙂 !

Cynamonowa beza na karmelizowanym avocado

Spojrzałem dzisiaj na avocado i na białka,które zostały mi w lodówce… Jaka była myśl? Hmm… mianowicie taka, że spróbujemy czegoś nowego. Śmiało mogę powiedzieć, że dla wielbicieli „dziwnych” smaków będzie to ciekawe przeżycie. Cierpko – karmelizowane avocado ze słodziutką bezą polane syropem (np.malinowym) moim zdaniem świetnie komponują się pod naszym podniebieniem. Polecam spróbować (zresztą tak jak wszystko z mojego bloga:) ).

 

Składniki:

– avocado

– cukier biały\brązowy

– 1-2 białka jajek

– cukier puder

– cynamon

Przygotowanie:

Białka ubić na „stojącą pianę” delikatnie wymieszać z cukrem pudrem do momentu aż utworzy się taka „kleista masa”, a następnie doprawić cynamonem. Avocado umyć, przekroić na pół, wyjąć pestkę. Połówki avocado wrzucamy na patelnię z rozgrzanym cukrem podlanym odrobiną wody,słodkiego białego wina czy też sokiem z limetki (co nam najbardziej odpowiada) i karmelizujemy. Na koniec do rozgrzanego do ok. 140 stopni piekarnika wstawiamy na blasze avocado, na którym wyłożone są masy bezowe. Pieczemy ok. 40 minut i wydajemy jako gorący deser.

Życzę nowych – smacznych przeżyć !!!

Mam nadzieję, że moja fantazja też Wam zasmakuje 🙂